poniedziałek, 30 marca 2015

Herbaciarka, przyklejanie na żelazko i spękania dwuskładnikowe



Herbaciarkę można było już zobaczyć na fb. Teraz chciałabym napisać troszkę o tym, jak powstawała, krok po kroku. 
Standardowo, zaczęło się od wyjęcia przegródek, przeszlifowania i pomalowania bejcą dolnej części pudełka, ale też wewnętrznej części wieczka. 




 Zdecydowałam się na użycie papieru decoupage ITD soft 40g/m2.
Swoją drogą, jeśli chodzi o papier do przyklejania zdecydowanie jestem za tym o mniejszej gramaturze. Jest prawie jak bibułka, więc kiedy przykleja się elementy wycięte z takiego papieru, nie widać odcięć. Najczęściej spotykany papier decoupage ma gramaturę 60g i jak dla mnie bardziej nadaje się do transferu niż naklejania. Ale o tym kiedy indziej.

Ze względu na to, że użyłam papieru, a nie serwetki, a także ze względu na kolory papieru uznałam, że nie ma potrzeby rozjaśniania drewna przed przyklejeniem. Wspominałam o tym przy okazji bielenia suchym pędzlem, jasne tło jest najlepszym podkładem dla przyklejanych motywów.

Chciałam, aby cały arkusz papieru znalazł się na wieczku. Akurat pasował rozmiarem, więc nawet nie musiałam odcinać zbyt dużo tego pięknego wzoru. Takie duże powierzchnie najlepiej przykleja się z użyciem żelazka.
Wbrew większości instrukcji pojawiających się w internecie, nie używam specjalnego kleju do przyklejania serwetek i papierów. Są dość drogie i nie widzę sensu żeby przepłacać. Ja stosuję klej szkolny, taki do wszystkiego, w płynnej postaci. Wygląda jak gęste mleko, kupuje się go przeważnie w butelkach z odkręcanym dziubkiem. Można też stosować zwykły wikol (vicol, czy jakikolwiek inny klej do drewna), z tym, że najczęściej trzeba go nieco rozwodnić, do takiej konsystencji, aby mozna było swobodnie rozprowadzić go pędzlem. O klejach i naklejaniu serwetek napiszę innym razem. Konsystencja kleju, zwłaszcza takiego kombinowanego ma ogromne znaczenie.


Klej należy równomiernie rozprowadzić. Nie powinno być go zbyt dużo, bo za mocno namoczy papier. Czasem zdarza mi się wylać zbyt dużo kleju. Wtedy po prostu zbieram nadmiar np. ręcznikiem papierowym. Klej musi nieco podeschnąć. Dopiero wtedy można nakładać papier. Z serwetkami sprawa ma się niemal tak samo, chociaż ze względu na ich delikatność trzeba naprawdę mocno uważać z ilością kleju. Kiedy jest go za dużo lub kiedy nie jest wystarczająco podeschnięty, papier czy serwetka marszczy się, a te drugie mogą się zwyczajnie rozejść, rozerwać. 

Klej nałożony i podeschnięty, więc można przykładać papier. 


I czas na kolejny ważny element przyklejania na żelazko - papier do pieczenia. Prasujemy przez niego naszą ozdabianą powierzchnię - nie przykładamy żelazka bezpośrednio do niej!
Kiedy klej jest zbyt mokry albo jest go za dużo i przemoczył nam papier decou, wówczas trzeba uważać, by papier do pieczenia nie przykleił się do powierzchni. 
Żelazko nie powinno być ustawione na najwyższą temperaturę, na wszelki wypadek. Należy też wyłączyć parę. 
Polecam na próbę przejechać kilka razy żelazkiem po papierze do pieczenia przyłożonym do wybranej powierzchni i sprawdzić, czy papier do pieczenia nie przykleja się. Jeśli jest ok można śmiało przeprasować całość :)
Jeśli przy naklejaniy powstały fałdy i wybrzuszenia, nie ma co się martwić. Podczas prasowania wszystko elegancko wygładzi się. A przynajmniej powinno.


Jeśli naklejamy serwetkę zamiast papieru i jeśli zdarzy się, że klej zdąży w niektórych miejscach za mocno wyschnąć, albo po prostu zostanie niedokładnie nałożony, wówczas można spokojnie miejsca te "pomalować" klejem po powierzchni serwetki. Tak jak przy standardowym nanoszeniu motywów wycinanych z serwetek. Klej przesiąknie przez nią i ją doklei. 

Przyklejanie na żelazko to idealne rozwiązanie przy pracy z dużymi powierzchniami. Mamy niemal gwarancję, że powierzchnia będzie gładka, bez zmarszczeń, a jeśli nawet takowe się pojawią, to będą bardzo mało widoczne. 

Po ostygnięciu wieczka przybrudziłam je lekko bitumenem. 

Kolejnym krokiem było nałożenia spękacza. Do takich spękań, jakie chciałam osiągnąć użyłam spękacza dwuskładnikowego Pentart do delikatnych spękań. Nie są wcale takie delikatne. Są w sam raz. 

Najpierw należy nałożyć ten w kolorze białym, podpisany z resztą jako step 1. Po nałożeniu jest trochę, jak biała farba, jednak po wyschnięciu staje się przezroczysty.


Po wyschnięciu pierwszej warstwy nakładamy preparat podpisany jako step 2. Nakładamy go dokładnie miejsce przy miejscu.


Kiedy step 2 schnie pojawiają się pęknięcia. Im lepiej wyschnięty preparat, tym więcej ładnych głębokich spękań.
Ja swoje wypełniłam pastą postarzającą w kolorze antycznego złota. Jak widać na zdjęciu, nałożyłam ją kawałkiem gąbeczki do mycia naczyń i roztarłam.  


Wyszło to tak:


Ponieważ zależało mi na efekcie starej, popękanej porcelany, wieczko pokryłam bezbarwnym lakierem, takim jak np. do parkietów, na wysoki połysk. 
Spękania to wgłębienia, więc nałożony lakier zachowuje tę strukturę, nie wygładza powierzchni. Efekt popękanej porcelany zostaje zachowany, a nawet podkreślony połyskiem.

 Przykleiłam jeszcze drewniany dekor, też lekko ciapnięty złotą pastą, dolną część pokryłam lakierem akrylowym i oto moja herbaciarka.






piątek, 27 marca 2015

Mały wieszaczek i bielenie suchym pędzlem


Mimo hmm... dziwnie brzmiącej nazwy tej metody jest ona niezwykle prosta i szybka. Myślę, że wybierana powinna być wówczas, gdy chcemy nadać przedmiotom charakter mocno wintydż ;) Daje efekt powierzchni malowanej, lecz nadgryzionej konkretnie zębem czasu. 
Postanowiłam użyć metody suchego pędzla do ozdobienia małego wieszaczka w kształcie domku i herbaciarki. Jak zwykle bez konkretnego planu, na żywca ;)
Oba przedmioty oczywiście przetarłam drobnym papierem dla nadania gładkości i odpyliłam. Bardzo nie lubię szlifowania, pył jest wszęęęędzieeee.... Dobrze, że słońce pozwoliło na pracę na powietrzu. 
Oba pomalowałam też moja ukochaną ciemną lakierobejcą. Surowa sosna w żółtawym odcieniu, z której wykonane są przedmioty raczej nie jest wintydż, nawet po bieleniu suchym pędzlem :D
Po wyschnięciu zabrałam się za bielenie. Zwykłą akrylową farbą do ścian.
Do takiego malowania potrzebny jest twardy pędzel. Uważam, że im sztywniejszy, tym lepszy efekt. Ja używam takiego, który nie został kiedyś dokładnie wyczyszczony w rozpuszczalniku z lakierobejcy. Jest dość sztywny. 
Niewielką ilość farby należy nałożyć sobie na coś :) coś, czyli tekturka, talerz, podkładka, cokolwiek. Nie polecam malowania bezpośrednio z pojemnika, bo będzie na pędzlu zbyt dużo farby. A i tak trzeba mieć to 'coś'do zdjęcia nadmiaru farby z pędzla. Jak sama nazwa wskazuje, pędzel powinien byc niemal suchy. I zaczynamy nakładanie...



Napisałam, że nie zabieram się za robotę bez konkretnego planu... plan jakiś dobrze jest jednak mieć. Jeśli mamy w planach przyklejanie np. motywów wyciętych z serwetki, to dobrze jest w tych miejscach nałożyć więcej farby. Obrazek naklejony na białe tło zawsze wygląda lepiej niż naklejony na ciemne tło. Z tym tłem można oczywiście pokombinować, tak, żeby jak najlepiej zgrywało się z nanoszonym motywem. 
Po zakończonym malowaniu i wyschnięciu farby (schnie bardzo szybko ze względu na niewielką ilość, jaka jest nanoszona) można całość delikatnie przeszlifować, w zależności od oczekiwanego efektu. Pozdzierana bejca wygląda fajnie z tak nakładaną farbą. Oczywiście bez przecierania też jest ciekawie. Farba, która podeschnie i zgęstnieje na pędzlu staje się trochę jak pasta strukturalna. Powstaje fajna faktura. Trochę przypomina mi to baardzo stare deski pomalowane daaawno temu farbą olejną, której na brudnym i zniszczonym drewnie pozostały już łuszczące się resztki. 
Ja swoje prace przetarłam. Wyszło mniej więcej tak:


Później już tylko kwiatki, chlapanie, lekkie patynowanie i lakier akrylowy.

Tutaj na górze widać, że gdybym zostawiła odrobinę więcej białej farby, kolory kwiatków byłyby nieco żywsze. Ale myślę, że i tak jest ok ;)

A to herbaciarka, którą robiłam równolegle. To czarne, to tabliczka, na której można napisać kredą na przykład imię właścicielki, gdyby skrzyneczka miała posłużyć za szkatułkę.




piątek, 13 marca 2015

Bejce wodne

Moje herbaciarki z wycinankami zdążyły już przejść nawet metamorfozę...Nie do końca mi się podobały i denerwowałam się patrząc na nie. Teraz też nie są idealne (właściwie nigdy nie jestem w 100% zadowolona, zawsze jest coś, co będzie mi przeszkadzało, lecz zazwyczaj nie da się już tego zmienić), ale efekt mnie satysfakcjonuje.

Tak wyglądały przed metamorfozą:



Obie pomalowane na ciemny orzech, lekko pobrudzone na brzegach czarną farbą akrylową, polakierowane, a wzorki pozłocone patyną. Kiedy tak teraz patrzę na zdjęcia nie wyglądają źle ;) ale to nie było to. 

Najbardziej martwiłam się o sklejkowe wzorki. Są delikatne i przyklejane były na klej Magik (każdy zna, swoją drogą polecam do wszystkiego! Żadne tam kleje na gorąco...;) ), więc bardzo ostrożnie małym nożykiem podważyłam je. Niektóre leciutko w paru miejscach rozwarstwiły się i zostawiły ślady na skrzynce, ale większość spokojnie odeszła razem z lakierem - przyklejane były na polakierowaną herbaciarkę, całe szczęście. 
Środków nie ruszałam, nie było takiej potrzeby. Pozostały brązowe. Natomiast z zewnątrz obie skrzyneczki przeszlifowałam dość mocno papierem ściernym. Najpierw grubym, żeby naruszyć lakier i zdrapać ślady po wzorkach, później drobnym, żeby wygładzić powierzchnię i delikatnie dojść w niektórych miejscach do czystego drewna. Generalnie obie herbaciarki pozostały nadal brązowe, ponieważ bejca (zwykła, alkoholowa, ciemny orzech) wniknęła głęboko. Trochę obawiałam się, że nowa bejca (wodna), którą planowałam pomalować skrzynki nie pokryje tego koloru, ale okazało się, że jest tak, jak chciałam. Zarówno oczyszczone drewno złapało kolor - jakżeby inaczej, jak i brązowe, polakierowane i tylko zmatowione miejsca. Wyszło idealnie, powstały ciemne prześwity, na których mi zależało. I niebieską i białą bejcę nałożyłam 3 razy. 
Delikatnie oczyściłam tez wzorki, które planowałam znów wykorzystać. Je też pomalowałam białą bejcą, a niektóre lekko pobrudziłam brązową patyną. 

Takiej bejcy użyłam. Kolor błękitny i biały.

Tak herbaciarki wyglądają po metamorfozie:




wtorek, 10 marca 2015

Drewniana taca, trasfer i mały tutorial


Cześć! Dzisiaj chciałabym pokazać jeden ze sposobów w jaki wykonuję transfery. Szybko i łatwo. W internecie z pewnością jest cale mnóstwo instrukcji, ale może akurat ktoś przypadkiem trafi tutaj i skorzysta. Tym bardziej, że sposób ten nie należy do najbardziej rozsławionych.
Do wykonania takiego transferu wystarczy:
- wydruk w lustrzanym odbiciu - wtedy, kiedy ma to znaczenie, czyli przede wszystkim napisy. I uwaga, zwykły atramentowy wydruk, nie laserowy. Najlepiej wydrukowany w najwyższej jakości (im więcej tuszu na kartce, tym  wyraźniejsza odbitka),
- taśma papierowa,
- coś, czym będzie można mocno docisnąć wydruk do powierzchni, tutaj najlepiej moim zdaniem spisuje się łyżka,
- fiksatywa.
Postanowiłam wykonać transfer na drewnianej tacy, którą pokryłam jedną warstwą impregnatu. Bo właśnie takich preparatów często używam - impregnatów i lakierobejc woskowych, ponieważ podoba mi się ten lekki połysk drewna po wypolerowaniu. Oczywiście można zastosować osobno wosk, ale po co... ;) Poza tym lakierobejca, w przeciwieństwie do zwyklej bejcy nie wsiąka od razu w drewno i kiedy chcę, żeby kolor był jaśniejszy, zaraz po pomalowaniu zbieram nadmiar szmatką, po prostu przecieram. No i zwykle wystarczy jedna warstwa, żeby równomiernie pokryć drewno. Ważne, żeby przed wykonaniem transferu powierzchnia była całkowicie wyschnięta. I tutaj wychodzi ten minus stosowania np. impregnatów - dość długo schną (oczywiście zależy to od grubości nałożonej warstwy, rodzaju preparatu, marki, itp.) w porównaniu z bejcą na przykład alkoholową (ta schnie niemal natychmiast). Niewystarczająco wyschnięty i wchłonięty w drewno impregnat pozostawia na powierzchni tłustą warstwę (pozostaje ona też na palcach po dotknięciu), która uniemożliwia wniknięcie w drewno tuszu z kartki podczas wykonywania transferu. Taki tusz, mimo, że suchy, może lekko się rozmazywać i tworzyć delikatne kleksy, co nie wygląda dobrze zwłaszcza przy drobnym delikatnym wzorze.
Ozdabianą powierzchnię przetarłam jeszcze drobnym papierem ściernym dla wygładzenia (po nałożeniu i wyschnięciu impregnatu powierzchnia staje się przeważnie lekko chropowata).

Oto pierwszy krok. Do powierzchni, na której będzie odbijany wzór przyklejam papierową taśmą kartkę z wydrukiem. Oczywiście wydrukiem do powierzchni. Wzór nabyłam w sklepie internetowym Inspirello. Skserowałam go na domowej drukarce, ponieważ ten, który kupiłam był wydrukiem laserowym na papierze decoupage, a nie taki był mi do tego transferu potrzebny. Tamten wykorzystam kiedy indziej. Należy upewnić się, że kartka jest dobrze przyklejona i nie przesuwa się, a tak może się stać podczas wcierania wydruku. Do dociskania wydruku najlepiej użyć metalowej łyżki. Dokładnie miejsce przy miejscu dociskamy i wcieramy zadrukowane fragmenty papieru. Dobrze jest co jakiś czas delikatnie odkleić taśmę z jednej strony i sprawdzić na ile dokładnie wydruk się odbił i gdzie należałoby powtórzyć czynności. Trzeba uważać, by nie odkleić papieru całkowicie, gdyż w razie konieczności wykonania poprawek ogromnie trudno jest wcelować w to samo miejsce. Na zdjęciu widać, że przykleiłam taśmę tylko w dwóch miejscach, bo uznałam, że to wystarczy, ale podczas tarcia przytrzymywałam kartkę ręką, bo już kiedyś miałam okazję przekonać się, że nawet leciutkie przesunięcie się papieru może zniszczyć całą pracę.



I oto efekt.


Od razu przestrzegam, odbitka nie będzie bardzo wyraźna, raczej delikatna, trzeba się z tym liczyć decydując się na tę metodę. Mnie taki efekt zadowala. Poprzednie zdjęcie ma inne kolory, ale to przez różne światło. Taca ma kolor bardzo zbliżony do tego na pierwszym zdjęciu (impregnat orzech włoski).
Wzór pokrywam fiksatywą. Dzięki temu tusz nie rozmazuje się podczas lakierowania. Jeżeli nie posiada się fiksatywy można spróbować bez niej. Ale trzeba naprawdę mocno uważać przy lakierowaniu i bardzo powoli przejeżdżać pędzlem po miejscach z odbitym wzorem. A do samego lakierowania używam wodnego lakieru akrylowego, półmatowego (firmy Altax, jest on bezpieczny – można go stosować do lakierowania zabawek, łóżeczek, w pokojach dziecięcych, szkołach i szpitalach (lakier do drewna spełnia europejską normę „BEZPIECZEŃSTWO ZABAWEK”) - jak pisze producent). Mimo, że lakier jest półmatowy, kiedy lakieruję nim drewno, lubię po wyschnięciu przetrzeć go drobnym papierem ściernym, by go jeszcze mocniej zmatowić. Drewno jest zabezpieczone, a wygląda przy tym naturalniej.



To tyle, jeśli chodzi o sam transfer. Moją tacę postanowiłam jeszcze dodatkowo przed polakierowaniem podstarzeć poprzez "przybrudzenie" jej. Zwykle w tym celu stosuje się patynę, ale ja do 'ciapkania' i brudzenia wolę używać lakierobejcy o kolorze palisander angielski. Jest bardzo ciemna, leciutko gęsta, dobrze utrzymuje się na powierzchni ale daje przy tym czas na rozprowadzenie jej, kiedy zbyt dużo się nałoży. No i zapach nie uderza aż tak silnie w nos. Nakładam ją - standardowo - gąbeczką. Taką bardzo gęstą do mycia twarzy (podobną do tej do nakładania podkładu na twarz, taka też się znakomicie nadaje, podobnie, jak gąbeczka do naczyń, ale za tą nie przepadam). A konkretnie odciętym jej fragmentem. Czy to patyna płynna, czy w postaci pasty, czy farba akrylowa, czy moja lakierobejca, dobrze jest pierwsze 'ciapnięcie' wykonać np. na kartce papieru, żeby uniknąć nałożenia nadmiaru. Mi zależało na wyraźnym brudzeniu, ale jeśli miałoby być ono delikatne, to gąbeczka powinna być 'wyciapana' na tej kartce na tyle dużo razy, żeby była niemal sucha. Kanty i szczeliny dobrze jest pobrudzić pędzlem, ale nakładając minimalną ilość płynu jedynie na końcówkach włosia. Polecam użyć przy tej pracy rękawiczek lateksowych...


Efekt przybrudzonych krawędzi wyszedł mniej więcej taki:


Dodałam na koniec jeszcze parę dziurek udających działalność korników. Tak dla dodania lat i charakteru. I oto efekty:


A to inna taca z transferem wykonanym taką samą metodą. Widać, że odbitka jest wyraźniejsza, bo sam napis był większy, masywniejszy, ale też powierzchnia pomalowana była zwykłą bejcą alkoholową. Drewno pokryte taką bejcą zmienia jedynie barwę, faktura (po ponownym 'dopolerowaniu') pozostaje w zasadzie taka sama i nic nie blokuje przeniknięcia tuszu. Impregnaty i lakierobejce, o których pisałam, a właściwie woski w nich zawarte spełniają dobrze jedną ze swoich funkcji i pozwalają tylko trochę na wniknięcie nadruku nawet po całkowitym wyschnięciu ;)



Wszystkim próbującym - powodzenia!


środa, 4 marca 2015

Na dobry początek :)


Witam wszystkich. Długo zabierałam się do założenia bloga, ale teraz, kiedy to nastąpiło, mam szczerą nadzieję, że uda mi się konsekwentnie wytrwać w jego prowadzeniu.
Głównym przedmiotem moich zainteresowań jest decoupage. Technika zdobienia, która stała się już na tyle popularna, że chyba każdy kojarzy, jeśli nie sposób tworzenia tą techniką, to efekty. Mogę z pełną stanowczością stwierdzić, że zdobienie przedmiotów - nie tylko drewnianych - metodą decoupage stało się moją pasją. Przecieranie, malowanie, cięcie, naklejanie, lakierowanie sprawia mi ogromną przyjemność.
Postaram się w miarę na bieżąco pokazywać efekty swojej pracy, opisywać wszystko krok po kroku i pokazywać w jaki sposób powstają moje prace. Jeśli czasem ktoś tu zajrzy, będzie mi niezmiernie miło.

Dziś otrzymałam nową przesyłkę - sklejkowe wycinanki (trochę lokalnie, z kameralnej fabryczki u podnóża Gór Izerskich - jak o sobie pisze Wycinanka.net - przy okazji polecam!). Są niesamowite i wyjątkowe! Lada dzień ma przyjść także nowa dostawa drewienek do zdobienia, głównie herbaciarek. Nie mogę się doczekać zdobienia ich wyciankowymi ornamentami.